wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział IV



Jeszcze tej nocy nie mogłam zasnąć. Nina już dawno zaczęła chrapać. Przytulała swoją poduszkę i zaczęła ją całować. Śnił się jej pewnie Harry. Postanowiłam zejść na dół do kuchni. Czegoś się napić. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. To był Damon.

- Mogę wejść? – zapytał.

- Ja nie wiem czy to jest najlepszy moment na rozmowę. Moja ciocia może coś usłyszeć.     

-  Masz rację. Proszę cię tylko o jedno. Weź ten naszyjnik i noś go cały czas.

- Po co?

- W naszyjniku jest werbena. Tylko w ten sposób żaden wampir nie będzie mógł cię zahipnotyzować. Dobranoc – powiedział i już go nie było.

Następnego dnia rano postanowiłam pójść na cmentarz nad grób rodziców. Wzięłam swój pamiętnik, w którym nic nie pisałam od czasu śmierci rodziców. Ostatni wpis pochodził z dnia ich pogrzebu. Zaczęłam w nim pisać gdy nagle przyleciał czarny kruk. Zaczęła się tworzyć niewyobrażalna mgła przez którą nic nie było widać. Zaczęłam uciekać i w bramie cmentarza spotkałam Damona.

-Śledzisz mnie? – zapytałam

- Nie. Przychodzę nad groby moich rodziców

- Przepraszam. Po prostu jestem zdenerwowana. Siedziałam nad grobem moich rodziców  gdy przyleciał ptak i wytworzyła się mgła. Przestraszyłam się.

- Spokojnie nic się nie stało. Przyjdziesz na dzisiejszy bal?

- Tak, jasne.

- Ok., to będę czekał na ciebie. Pa

- Pa.

Po południu gdy byłyśmy już gotowe na imprezę razem z Niną poszłam do Damona. Aby wejść w ich posiadłość trzeba przejść przez lasek. Szłyśmy przez niego gdy nagle znowu czarny ptak usiadł na drzewie przed nami. Już chciałyśmy uciekać gdy  ptak zmaterializował się. To byłam ja. A przynajmniej osoba, która wyglądała tak jak ja.

- Cathrine – powiedziałam.

- O widzę, że już mnie znasz to chociaż przedstawienie się mam już z głowy. A ty pewnie jesteś Amber.

- Dlaczego jesteśmy takie podobne?

-  Nie tak szybko. Ktoś idzie.  Jeszcze się zobaczymy a wtedy żadna z was nie ujdzie żywa…- powiedziała i odeszła w wampirzym tempie.

Okazało się, że to szedł Damon i Harry. Byłyśmy całe roztrzęsione, więc nas przytulili.

- Co się stało – zapytał Harry.

- To była Cathrine. Powiedziała, że jeszcze wróci i wtedy żadna z nas nie ujdzie żywa – powiedziała Nina łkając.

- No już spokojnie chodźmy może do domu – powiedział Damon.

W salonie stał barek z alkoholami. Damon kazał nam usiąść a sam z Harrym nalewał dla nas whiskey i coś szeptali między sobą. Powiedzieli nam, że nie mamy się przejmować Cathrine bo oni się nią zajmą.  Po godzinie dojechaliśmy na imprezę, na której czułam, że wydarzy się coś bardzo złego…

1 komentarz:

  1. Emocje większe niż po zbieraniu porzeczek!!! I♥it!

    OdpowiedzUsuń